, poniedziałek 20 maja 2019
Niekończąca się opowieść i tak się skończy.  Likwidacja "dwójki" nieuchronna
Kolejnej próby gimnazjum już nie przetrwa. fot. Maciej Kłek 



Dodaj do Facebook

Niekończąca się opowieść i tak się skończy. Likwidacja "dwójki" nieuchronna

Najpierw były emocjonujące pogadanki o niezbędnej i niechybnej konieczności reorganizacji sieci szkół w gminie. Wszystko przez zbyt duże wydatki na oświatę, które zdaniem fachowej, zewnętrznej firmy przekraczają 40 proc. budżetowych racji. No nic, jak trzeba to trzeba, mus to mus. Z eteru wyłonił się pomysł likwidacji gimnazjum nr 2. Ewentualnie przeniesienia placówki i połączenia jej z liceum ogólnokształcącym. Taka szarada, ze względu na obowiązkową obecność powiatu, była jednak zbyt skomplikowana. Została więc tylko pierwsza opcja, dość rozsądna, a nawet uzasadniona. I storpedowana na kluczowej sesji miejskiej rady mędrców.

Nie mam absolutnie nic do skoczowskiej "dwójki", uważam, że to szkoła jak każda inna w tym mieście. Jedyne niekorzystne wspomnienie, jakie mam z tej placówki dotyczy woźnego, który urzędował za moich "podstawówkowych" czasów. Nie mam pojęcia, czy nadal tam pracuję, w ogóle nie wiem, czy jest tam jakikolwiek woźny, ale ten, którego pamiętam był zwykłym chamem, żeby nie użyć mocniejszego słowa, też na "ch" zresztą. Wracając jednak do tematu, gimnazjum nr 2 ani trochę mi nie przeszkadza i nawet wolałbym, żeby działało tak, jak do tej pory. Z drugiej strony, nie da się uciec od wspomnianej reorganizacji, a to wiąże się - niestety - z zamykaniem szkół. I tak się jakoś składa, że zamknięcie "dwójki", na co wpadli - do dziś nie wiem jak - radni, to opcja najrozsądniejsza. Przykro mi to pisać, ale tak właśnie jest.

Jeśli bowiem w danej szkole działa 5 oddziałów, w których łącznie uczy się 120 dzieci, to ciężko jest nie zauważyć, że coś kręci się nie tak, jak powinno. Taka szkoła absolutnie nie ma racji bytu i nadaje się tylko do jednego – do zamknięcia. Być może to płytkie pojmowanie sprawy, niedocenianie tego, co w szkole jest dobre, lekceważenie wspólnych dokonań uczniów i nauczycieli, ale w tej chwili nie ma to kompletnie znaczenia. Sytuacja gminnej oświaty nie jest różowa – gdyby była, to nikt by szkół nie zamykał – więc pewne decyzje, nawet te krzywdzące, po prostu podjąć trzeba. A skoro w „dwójce” uczniów jest najmniej, to wybór jest prosty. Przykry, zawsze niesprawiedliwy, ale prosty.

Dziwne, że skoczowscy radni tego nie rozumieją. A nawet jeśli rozumieją, to są zbyt wystraszeni, by podnieść rękę kiedy trzeba. Tym razem strach wywołało u nich pojawienie się na sali obrad delegacji z gimnazjum nr 2. Inaczej nie da się wytłumaczyć tego, że ledwie czworo z nich zdecydowało się zagłosować "za". Reszta stchórzyła i podniosła łapkę na "przeciw", a co bardziej trzęsący portkami całkowicie wstrzymali się od głosowania, co de facto odbiera sens ich udziału w całym zgromadzeniu. Jeśli w tak ważnej sprawie nie mają swojego zdania, to o czym chcą dyskutować na sesji? O tym, że w toalecie skończył się papier i nikt nie doniósł nowej rolki? To dopiero istotna kwestia, nie ma co! Cała ósemka powinna się wstydzić. I zdać mandat w trybie natychmiastowym.

O tych, którzy powiedzieli "veto" też nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. Rację ma w moim mniemaniu pani burmistrz Żagan, mówiąc, że wpływ na taką decyzję miała wypełniająca salę presja. Niestety, radni jej nie sprostali, a co gorsza, niektórzy z nich, sądząc po wypowiedziach, musieli mieć bliską styczność z zakazanym czeskim alkoholem. A przecież w TV mówili, żeby nie brać tego do ust...

Nie mam zielonego pojęcia, jaki problem radna Papkala widzi w tym, że dzieci miałby zaczynać lekcje o 7.10. Ja od czwartej klasy chodziłem na taką godzinę do szkoły i jakoś nic mi nie jest, przeciwnie - czuję się znakomicie! Gdy miałem 13 lat (albo 14? nie wiem, nie pamiętam) to lekcje o 7 zaczynałem cztery razy w tygodniu (czyli cztery razy na pięć - wskazówka dla niekumatych). Niezależnie od wszystkiego - w deszczu, w śniegu, w słońcu, w gradzie, nawet burzy i to najczęściej bez parasola - chodziłem. Trochę się co prawda spóźniałem, ale też nie zawsze i chyba nawet niezbyt często. Tymczasem dla radnej Papkali to przeszkoda nie do pokonania. Nie rozumiem dlaczego, bo przecież nie ma w tym żadnej wielkiej filozofii. Poza tym, o ile wiem, to taki system w szkole na ul. Mickiewicz funkcjonuje od dawien dawna, nikt nie narzeka (oprócz pani Papkali) i wszyscy - uczniowie i nauczyciele - po prostu przyzwyczaili się do takiego układu. Nic nie trzeba zmieniać, a i oburzać się nie ma sensu.

Trzy grosze - na swoje nieszczęście - włączyła też radna Skotnicka-Pomeranek, drżąca o los nauczycieli. To zastanawiające, bo o ile wiem, ewentualna likwidacja placówki nie wyrządzi im większej krzywdy. Wiadomo, jedni znajdą pracę szybciej, inni trochę później, a niektórzy mogą nie znaleźć wcale, ot uroki rynku. Na to nic nie da się poradzić, ale problem nie tyczy się wyłącznie nauczycieli. Przykładowo, jeśli w mieście X zamykana jest fabryka traktorów, to ludzie w niej zatrudnieni znajdują się w identycznej sytuacji, co belfrowie. I analogicznie, niektórzy z nich zatrudnią się w podobnej fabryce w mieście Y, niektórzy będą zmuszeni poczekać na etat trochę dłużej, a inni całkiem zmienią branżę. Jedyna różnica polega na tym, że w przypadku nauczycieli podnosi się dużo większy raban, bo mimo wszystko zawód ten cieszy się jakimś tam prestiżem. Myślę nawet, że nauczycielom o nowy angaż jest łatwiej, gdyż na swój sposób tworzą grupę ekskluzywną, o umiejętnościach niedostępnych dla każdego, co sprawia, że większe lub mniejsze zapotrzebowanie na nich będzie cały czas. Dlatego też radnej Skotnickiej-Pomeranek zalecam spokój i przypominam, że do następnych wyborów jeszcze trochę zostało i z pewnością będzie miała czas, aby uderzyć we właściwy target.

Oczywiście, wszelkich sporów i niedomówień można było uniknąć. Jak słusznie zauważyła radna Raszka, cały problem nie jest wymysłem ostatnich tygodni czy miesięcy, lecz konsekwencją fatalnych decyzji podjętych przez ekipę odpowiedzialną za tworzenie gimnazjów. Gdyby wtedy ktoś podszedł do tematu racjonalnie i odpowiednio mierzył zamiary na siły, to wszystko zostałoby zgaszone w zarodku. Nie udało się, ktoś pokpił sprawę i konsekwencje tego przychodzi nam obserwować dzisiaj.

Najgorsze w całym tym zamieszaniu jest to, że temat siłą rzeczy będzie musiał wkrótce powrócić. Obawiam się, że wtedy przyniesie jeszcze więcej kontrowersji, jeszcze więcej kłopotów i jeszcze więcej ostrych słów. Podejrzewam, że kolejnej próby gimnazjum już nie przetrwa. Żal mi uczniów, rodziców, każdego nauczyciela, a zwłaszcza Pani Dyrektor, która zostawiła w szkole sporo serca, ale decyzja o zamknięciu jest nieunikniona. Z pewnością będzie bolesna, wywoła wielkie rozgoryczenie, ale - co brzmi okrutnie - przyniesie same korzyści, bo to, co obecnie dzieje się z "dwójką" to po prostu reanimacja trupa.

Komentarze: (0)
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

Dodaj komentarz

  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama