, czwartek 4 marca 2021
Jechał sobie alkohol



Dodaj do Facebook

Jechał sobie alkohol

ER
Celnicy przeprowadzili dzisiaj kontrolę w pociągu Sobieski relacji Wiedeń-Warszawa i znaleźli torby wypełnione alkoholem.
Do trefnego alkoholu (107 litrów) nikt się nie przyznał. Wartość bezpańskiej wódki oszacowano na 3255 zł. Gdyby trafiła do obrotu Skarb Państwa straciłby tylko z tytułu należnej akcyzy 2700 zł.

— Cieszyńska Grupa Mobilna to jedna z trzech takich grup działających w ramach Wydziału Zwalczania Przestępczości Izby Celnej w Katowicach. Zaledwie w ciągu kilku minionych dni celnicy z tej grupy ujawnili i skonfiskowali 400 litrów alkoholu sprowadzonego z zagranicy z naruszeniem obowiązujących limitów. Gdyby nie zdecydowane działania celników Skarb Państwa straciłby z tytułu niezapłaconej akcyzy ponad 15 tys. zł. Przyłapani z nadwyżką alkoholu podróżni przypłacili spotkanie z celnikami konfiskatą towaru oraz mandatami karnymi nadłączną kwotę 2250 zł — mówi Elżbieta Gowin, rzeczniczka prasowa Izby Celnej w Katowicach.
Komentarze: (8)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

pijany pociąg!!!! nieźle

Ciekawe ile straciłby skarb państwa gdyby wykrywalność była 100% ?

bez sensu celnicy i SG dublują się wzajemnie
teraz strażnicy robią za taką policję co tylko przy drogach stoi , rany czy nas stać by to wszystko utrzymywać ?

sobieski jechał z odsieczą...

machina czasu
Miasto nikczemnie zbudowane - Cieszyn Artur Pałyga | 11.02.2008 (307)

Zobacz więcej >>
Droga z Bielska do Cieszyna i dalej, do Ostrawy już przed laty miała złą sławę. "Na wyjeździe do Cieszyna przebywa się most drewniany na niewielkiej rzece Olzie. Most znajduje się w opłakanym stanie, podobnie okolica i samo miasto" - pisał w 1768 roku Michał Jerzy Mniszech, późniejszy marszałek wielki koronny, który wracał tędy z Wiednia do Warszawy.

Jechał karetą przez Brno, Opawę, Ostrawę, Cieszyn, Skoczów, Grodziec, Jaworze i Bielsko, o wszystkich mijanych miejscowościach zostawiając niepochlebne wpisy w swoim dzienniku. Cały ten teren przyszły marszałek uznał za potwornie zaniedbany i fatalnie urządzony. Drogi - pisał - fatalne. Do tego deszcz ciągle padał i glina, którą drogę utwardzano, rozmiękła. Karoca więc regularnie grzęzła i co jakiś czas trzeba ją było wyciągać, korzystając z pomocy okolicznych chłopów. Podróż wlokła się więc niemiłosiernie i Mniszech miał aż nadto czasu, aby przyjrzeć się okolicy.
"Cała ta kraina jest źle urządzona i w nieładzie. Droga wszędy okropna, a mosty niebezpieczne - pisał. - Najprzykrzejsze są drewniane kładki na drogach dla przeprawy przez błota i bajora. Te okrągłe bale wywołują mocne wstrząsy."
Teren ów Mniszech uznał za mocno podmokły, pełen strumieni, ale i cuchnących bajor. Wioski - pisał - ubogie. Po kilka chat wszędzie. I mosty tak liche, że strach przejechać. Aż dziw, że księstwo owo przynosi 40 000 talarów rocznego dochodu, co Mniszech skrupulatnie odnotował. Spodobał mu się cieszyński zamek, o którym napisał, że "dość starożytny".
Dziewięć lat później w drugą stronę tą samą trasą jechał Franciszek Ksawery Bohusz, który przez Śląsk, Czechy i Austrię udawał się do Francji z wizytą do Jana Jakuba Rousseau. Bohusz miał to nieszczęście, że się na nocleg zatrzymał w Cieszynie.
"Miasto nikczemnie zbudowane - pisze Bohusz o Cieszynie. - Najwięcej domów drewnianych, ulice wąskie i błotniste."
Dwie karety się w Cieszynie wyminąć nie dadzą rady - stwierdza. - Z powodu wąskości ulic. Całe szczęście, że nikt z mieszkańców Cieszyna karety nie posiada - zauważa sarkastycznie. - Wszyscy tu chodzą piechotą - pisze.
A więc znów złe drogi, błoto i ubóstwo - takie tylko wrażenia.
W 1790 r. jedzie tędy do Wiednia Stanisław Staszic.
"Droga z Bielska do Cieszyna nie skończona, zła i górzysta" - notuje. Zauważył, że choć przejeżdżał tędy 29 kwietnia, w górach wciąż jeszcze zalegał był śnieg. Okolica - pisał Staszic - uboga. Dachy po wsiach kryte słomą. Dzieci idą do szkół mają daleko i niosą ze sobą kawałek chleba, sera albo owoc, który ma im starczyć za obiad.
Ubóstwo tej krainy opisywał w 1813 r. Kazimierz Brodziński, który z Krakowa przejeżdżał przez Bielsko i Cieszyn do Lipska.
"Życie nasze w tym kraju nie będzie, widzę, najwytworniejsze" - pisał, gdy zatrzymali się na kwaterze w Bobrku pod Cieszynem. Pisał, że jedzenie nieznane mu i nienajlepsze, a wino drogie i kiepskawe.
Następne kilkanaście lat to najwidoczniej, po gwałtownych pożarach drewnianych domów, zmiany na lepsze, przynajmniej w samym Cieszynie, skoro Jan Wincenty Mazurkiewicz, gdy po upadku powstania listopadowego przez Cieszyn bieżał do Francji, spostrzegł był "miasto wielkie, piękne, ludne i dobrze zbudowane. Ulice szerokie, czyste. Sześć kościołów, rynek, z podcieniami naokoło od ochrony od deszczu, dziwnie piękny i regularny. W Cieszynie w kilku porządnych hotelach dobrze nas ulokowano, a chociaż drogo zapłaciliśmy, mieliśmy jednak wygodę."
Jakiejż zmianie ogromnej uległy wrażenia podróżników - wykrzyknąć by można, gdy czyta się opis podróży dokonanej przez Ludwika Pietrusińskiego jego własnego autorstwa, który się w 1842 roku w Cieszynie w oberży "Pod Królem Polskim" zatrzymał.
"Miasteczko nader miłe i schludne, po większej części protestanckie" - napisał o samym Cieszynie, a o okolicy miasta pisał, że przypomina Szwajcarię! "Żałowałem, żem zwiedzić nie mógł" - ubolewa.
Zadziwia go sposób, w jaki ubierają się tutejsze dziewczyny, które obserwował, jak na cieszyński rynek przyszły zaczerpnąć wody.
"Proszę sobie wyobrazić stan na samych plecach - dziwi się Pietrusiński. - Niżej, aż po kolana ogromna, niezmiernie fałdzista spódnica, a pończochy jasno czerwone, dwa łokcie długie, lecz tak zmarszczone, iż ledwie sięgają wyżej kolan."
"Postać ich podobną jest do snopka z osadzoną głową na wierzchu" - pisał o cieszyńskich kobietach profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, Ludwik Zejszner w 1849 roku, martwiąc się, iż cieszynianki zakrywają cały wdzięk kibici.
Cieszyn to, jak pisze Zejszner, stolica Górnego Śląska otoczona amfiteatralnie grzbietami Śląskiego Beskidu. W okolicy profesor dostrzega porządek świadczący o dobrym bycie mieszkańców i wyższej rolnictwa znajomości.
Taka to zmiana zaszła w ciągu niespełna stu lat.
Korzystałem z artykułu Marii Kocych-Imielskiej pt. "Cieszyn z okien dyliżansu" zamieszczonym przed laty w "Kalendarzu Cieszyńskim".

gdyby wykrywalność była 100% to skarb państwa by nie tracił. tak mi się wydaje...

Ciekawi mnie, czy te wszystkie sluzby graniczne "zarobia" na siebie i utrzymanie calego swojego sprzetu,ekwipunku itd. Moze skarb panstwa mniej straci ( a moze wrecz zyska) rezygnujac z tych sluzb?

Niech skarb panstwa policzy sobie ile traci przez stoki w szczyrku! Całą zarobioną kase odprowadzają do kieszeni zamiast zainwestowac w naśnieżanie, oświetlenie i modernizacje stoków! A teraz łancuszek sie nie konczy, bo traci na tym skarb państwa, miasto szczyrk, mieszkanscy, restauratorzy i wlasciciele pensionatów i hoteli.... ale to skarbu panstwa nie interesuje, liczy sie tylko ze celnikom sie udało znalesc wodke i uratowac 2500zł.... pięknie

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama