, sobota 14 grudnia 2019
Chińska przygoda zespołu „Istebna”
Członkowie Zespołu Regionalnego „Istebna” niedawno wrócili ze swojej drugiej wyprawy do Chin. fot. ARC 



Dodaj do Facebook

Chińska przygoda zespołu „Istebna”

TP/Gazeta.pl
Chińska przygoda zespołu „Istebna”

Tym razem zespół dziesięć dni spędził tylko w Pekinie. fot. ARC

Czy można przygodę życia przeżyć dwa razy? I to praktycznie w przeciągu pół roku? Można! Tak przynajmniej twierdzą członkowie Zespołu Regionalnego „Istebna”, którzy niedawno wrócili ze swojej drugiej wyprawy do Chin.
Jeszcze niedawno samo hasło „Istebna” wydawało się tak abstrakcyjne i nieosiągalne, że nikt z zespołu nawet chyba po cichu go nie wypowiadał. A wystarczył jeden telefon do kierownika, szybko podjęta decyzja, a później już tylko przygotowania i odliczanie kolejnych dni. Organizacji wyjazdu podjęła się Polsko-Chińska Fundacja Promocji Kultury i Sztuki Dong Feng z Krakowa.

I w końcu nadszedł dzień wyjazdu. Magiczny poranek 20 października 2008 roku, godz. 4.30 - czas zbiórki szczęśliwej dwunastki, przed którą jednak ponad 32 godziny podróży, 10 tys. km do pokonania, najpierw z Istebnej do Warszawy, a później przesiadki w Helsinkach i Pekinie, a na sam koniec jeszcze 250 km autobusem. Cel podróży to, położone w południowej części Chin, w pobliżu granicy z Wietnamem, miasto Nanning - organizator International Folk Songs Arts Festival, jednego z największych światowych festiwali muzyki ludowej. Samo otwarcie oglądało około 60 tys. widzów i było na żywo transmitowane przez państwową telewizję. Pierwszą rzeczą, mocno odczuwalną, był subtropikalny klimat z olbrzymią wilgotnością i wysoką temperaturą, co mocno później wpływało na instrumenty jak i na samopoczucie po godzinach spędzonym w wełnianych góralskich strojach. Sam festiwal to potężna mieszanka kultur, ras i narodowości. Widok górala, Murzyna, Chińczyka, Hindusa jadących wspólnie jedną windą, po kilku dniach wprost spowszedniał. „Istebna” była jednym z nielicznych przedstawicieli odległej Europy, za to wśród uczestniczących krajów byli przedstawiciele Brazylii, Republiki Południowej Afryki, Indii, Nowej Zelandia, Wietnamu, Brunei czy Australii.

— Podczas festiwalu daliśmy trzy koncerty, na których zawsze licznie zgromadzona publiczność reagowała bardzo żywiołowo, a organizatorzy starali się, aby niczego nam nie brakowało. Każdy wyjazd na występy odbywał się przy eskorcie policji, wszędzie witały nas miejscowe orkiestry szkolne ustawione w szpaler, a przechodząc pośrodku każdy od urodziwych Chinek otrzymywał, zawieszany na szyję upominek. Było to dla nas bardzo miłe, zwłaszcza, że Chińczycy są niezwykle uprzejmi i uśmiechnięci, a nasze góralskie stroje jak i odmienny kolor skóry, powodowały, że niezmiernie często prosili nas o wspólną fotografię. Również dla zawsze licznej grupy fotoreporterów byliśmy atrakcyjną grupą i nagminnie polowali na nas z aparatami — opowiada Tadeusz Papierzyński, kierownik zespołu.

Najbardziej jednak w pamięci wszystkich pozostała 27-godzinna podróż pociągiem z Nanning do Pekinu. Pokonanie ponad 2,5 tys. km w jednym pociągu z tłumem Chińczyków, czasem siedząc z nimi twarzą w twarz, pozwala wyrobić sobie prawdziwszą opinię na temat tego kraju - zgodnie stwierdzają uczestnicy wyjazdu. — Ta trasa z pewnością najdłużej zostanie wszystkim w pamięci i będzie tematem licznych opowieści. Widzieliśmy matki ze swoimi małymi pociechami siedzące całą trasę na ziemi, dzieci sikające do kosza na śmieci, mnóstwo handlarzy, którzy co jakiś czas chodzili od wagonu do wagonu i sprzedawali wszystko, co można sprzedać, od słodyczy i owoców po skarpetki i szczoteczki do zębów — relacjonuje Janusz Macoszek, jeden z uczestników wyjazdu.

— Chińczycy mają pewne nawyki w swoim zachowaniu, które nas Europejczyków drażnią, a czasem wręcz obrzydzają. Poza tym przez całą trasę jedzą, słynne u nas, zupki chińskie, choć jednak dużo smaczniejsze niż u nas i piją zieloną herbatę, więc wciąż chodzą po wrzątek, który bezpłatnie był dostępny dla każdego — dzieli się wspomnieniami Kamil Kohut, inny członek grupy. Podróż mocno nas wymęczyła, ale też dostarczyła niezapomnianych wrażeń, choć półgodzinne opóźnienie pociągu było dla nas wiecznością - dodaje jednak na sam koniec kierownik grupy.

Najważniejszym punktem trzydniowego pobytu w Pekinie był występ w Ambasadzie RP, który tak bardzo przypadł do gustu publiczności, że Ambasador Krzysztof Szumski, poprzez swoich pracowników z Wydziału Kultury i Nauki, obiecał zaprosić ponownie górali do siebie na koncerty. — Początkowo przyjęliśmy to jako wyraz uprzejmości z jego strony. Przyznam, że raczej nie liczyliśmy na spełnienie tej obietnicy, gdyż często spotykamy się z tego rodzaju deklaracjami przy okazji różnych wyjazdów, które później pozostają bez pokrycia — wyznaje Tadeusz Papierzyński. Zespół otrzymał jednak potwierdzenie, że ambasada zaczyna organizować kolejny przyjazd zespołu. Początkowo szok, a później intensywne działania, gdyż trzeba było załatwić mnóstwo spraw przed wyjazdem.

Tym razem zespół dziesięć dni spędził tylko w Pekinie, co jednak pozwoliło poznać nieco bliżej to, zamieszkiwane przez około 18 milionów mieszkańców, miasto. Koncerty zostały wplecione w uroczyste obchody 60-lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych miedzy Polską a Chinami. Oprócz pokazów tanecznych istebnianie wykładali na Pekińskim Uniwersytecie Mniejszości Etnicznych oraz Uniwersytecie Języków Obcych. Zajęcia na temat tańców, muzyki i szeroko pojętej góralszczyzny spotkały się z ciepłym przyjęciem studentów, którzy na koniec mogli m.in. spróbować swych sił w tańcu zbójnickim. — Mieliśmy także okazję wystąpić na Uniwersytecie Qing Hua, który przez Chińczyków uważany jest za najlepszy ośrodek akademicki w ich kraju. Skoro uważa tak ponad miliard ludzi, to faktycznie musi on być niezwykły — relacjonuje kierownik zespołu. Inne ciekawe miejsca prezentacji folkloru górali śląskich to Park Mniejszości Narodowych i Etnicznych, który poświęcony jest 56 mniejszościom zamieszkującym Chiny, w którym akurat odbywało się święto lania wody - coś na wzór polskiego Lanego Poniedziałku. Park był pełen dzieci i młodzieży, które przyszły tam całymi szkołami. Polewanie wyglądało prawie jak u nas, choć tam może na nieco większą skalę. Jednak gdyby u nas zgromadzić np. 500 osób na jednym placu, na którym stoją też specjalnie przygotowane beczki z wodą, to zapewne było by podobnie. Nas Chińczycy oszczędzili, ale tylko dlatego, że tak mieli nakazane. Z drugiej strony, gdyby nie to, że byliśmy w strojach, to chętnie do zabawy byśmy się przyłączyli, bo, temperatury w tych dniach przekraczały 35 stopni w cieniu. Najważniejszą częścią pekińskiego pobytu „Istebnej” był udział w festiwalu Europe Extravaganza. Dwudniowe święto w największym w mieście Parku Chaoyang polegało na prezentacji wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej, które posiadają w Pekinie swoje placówki dyplomatyczne. Polskie stoisko opierało się w dużej mierze o materiały promocyjne Beskidów, których zespół sporo ze sobą zabrał. — Do tego spontanicznie graliśmy i śpiewaliśmy wokół stoiska, daliśmy godzinny koncert na dużej scenie, a także po chińsku zapraszaliśmy ludzi do naszego kraju, zapewne dlatego w wieczornych informacjach nadawanych przez telewizję pekińską pokazano właśnie polską prezentację i nam poświęcono najwięcej czasu — wspomina Tadeusz Papierzyński.

Jednak dla tym razem jedenastoosobowej grupy członków zespołu z Istebnej, najważniejszą sprawą było mnóstwo czasu wolnego, spożytkowanego na zwiedzanie miasta. Nie obyło się zatem bez wypraw do Zakazanego Miasta, z bram którego spogląda na zwiedzających z olbrzymiego portretu sam Mao Tse Tung. Nie mogło zabraknąć spaceru po placu Tiananmen - największego śródmiejskiego placu świata, podróży metrem do Parku Olimpijskiego, który zwłaszcza wieczorem, w świetle jupiterów, prezentuje się niezwykle okazale. Zorganizowano także, podobnie jak podczas pierwszej podróży do Chin, wspólną wycieczkę na Wielki Mur Chiński, który znajduje się niecałe dwie godziny drogi od miasta. — Sam mur robi olbrzymie wrażenie, głownie jego potęga i usytuowanie w górach, co daje pewne wyobrażenie o tym, ile wysiłku musiało kosztować jego zbudowanie. Budowa trwała prawie 17 wieków, a w całości, ze wszystkimi odgałęzieniami liczy około 6000 km. My mogliśmy się przejść po jego fragmencie, jednak aby dostać się na mur, trzeba najpierw wejść lub wjechać koleją gondolową, zaś zejść można na trzy sposoby - pieszo, torem saneczkowym lub kolejką krzesełkową. Nawiasem mówiąc za wszystko trzeba płacić, więc Chińczycy robią na tym niezły biznes. Samo przejście jest jednak mocno ekscytujące i atrakcyjne, gdyż rozpościera się z niego widok na górzysty krajobraz i zabudowania w dolinach. Nawet dla nas, mieszkańców gór, jest to coś niezwykłego — dzieli się swoimi spostrzeżeniami i wiedzą kierownik zespołu.

W pamięci uczestników obu wyjazdów pozostanie egzotyczna, ale bardzo smaczna kuchnia chińska i konieczność posługiwania się pałeczkami, gdyż rzadko dostępne w restauracjach były sztućce. Nikt jedna z tego powodu nie narzekał, a obsługa pałeczek, po kilku próbach, wcale nie okazała się taka skomplikowana. Pekin urzekł członków „Istebna”. Specyfika ruchu ulicznego, gdzie każdy jeździ jak chce, a przejście na druga stronę ulicy jest nie lada wyzwaniem; wyjątkowy sposób robienia zakupów, gdzie o wszystko należy się targować, czasem do upadłego, czasem przez pół godziny, wykorzystując przy tym zdolności aktorskie, manualne i wszystkie języki świata, gdyż Chińczycy w każdym białym upatrują bogatego Amerykanina; niezwykła różnorodność architektury od rozsypujących się lepianek po potężne drapacze chmur i ta wspominana uprzejmość i grzeczność, dzięki której już przy pierwszym kontakcie Chińczycy wzbudzają sympatię. Wszystko to jest teraz tematem licznych opowieści, tych, którym dane było to zobaczyć. Bo w końcu hasło „Chiny” to dla większości nadal abstrakcja. Dla większości - lecz już nie dla wszystkich.
Komentarze: (19)    Zobacz opinię czytelników (0)    Dodaj opinie
Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy pozostawionych przez internautów. Komentarz dodany przez zarejestrowanego użytkownika pojawi się na stronie natychmiast po dodaniu. Anonimowy komentarz zostanie opublikowany z opóźnieniem, po jego akceptacji przez redakcję. Komentarze niezgodne z regulaminem będą usuwane.

W Polsce jak w Chinach - za wszystko trzeba płacić.

Ciekawe, że w Chinach specyfika ruchu ulicznego, gdzie każdy jeździ jak chce a przejście na drugą stronę jezdni jest nie lada wyzwaniem - jest urzekająca. A ci sami ludzie spotykając się na Polskich drogach z identycznymi zwyczajami mówią o braku kultury, chamstwie i piractwie drogowym. Tak samo dziury w zagranicznych drogach to miejscowy koloryt a nasze dziury stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa, życia a może i niepodległości Ojczyzny. Może Czytelnicy GC spróbują wymienić się swoimi poglądami na frapujące mnie tematy. Z zainteresowanymi mogę wymienić się e-mailem.

Pan Tadeusz P. już je oscypki za pomocą pałeczek , teraz tylko patrzeć jak zacznie sikać tradycyjnie po chińsku - czyli do kubła na śmieci. ;)

.

aleś dowcipna/a

następnym celem ludowych artystów z Istebnej. Alleluja i do przodu. Choćby po trupach ofiar reżimu.

czyżby przemawiała przez was zazdrość? co artyści winni że ich zapraszają? każdy by skorzystał z takiego zaproszenia więc gratulacja dla zespołu z Istebnej!! Oby tak dalej!

czyżby przemawiała przez was zazdrość? co artyści winni że och zapraszają? każdy by skorzystał z takiego zaproszenia więc gratulacja dla zespołu z Istebnej!! Oby tak dalej!

pieprzysz karolku, nie każdy by skorzystał, tak jak nie każdy sięgnie po stówkę, która koledze wystaje z kieszeni itp. Pewnie sądzisz po sobie.

i tam grać łukaszence i w pas się kłaniac i dziekować za zaproszenie i za darmową gorzałkę i jeszcze sie w niskim pokłonie odwrócic i jasnie wielmoznym zapraszającym nadstawić z wdzięczności... a potem kierunek Kuba i od poczatku.

Ulegacie europejskiej propagandzie i temu co mówią media na temat Chin, a czy ktoś z was tam był i widział jak to wyglada i dlaczego tak jest? Tak samo jak Chiny sieją propagandą w temacie Europy, tak samo Europa opisuje Chiny. Wielkie protesty, happeningi, łączenie się z walczącymi o wolny Tybet, a tak naprawde mało kto zna dobrze tą sytuację. Ale wystarczy ze w mediach coś pierdną o prześladowaniu praw człowieka w Chinach i od razu wielka solidarność a zero konkretnej wiedzy o co tak naprawde chodzi! Żenujace te komentarze niektóre...

Ale porównałeś - co ma ukradzenie komuś wystającej stówki wspólnego z przyjęciem zaproszenia na koncerty?

znawco Chin, piewco tego kraju, objaw nam prawdy których nie znamy, uchyl rąbka tajemnic, które od dziesięcioleci masoneria światowa przed nami ukrywa... my też chcemy pokochać Chiny, ich partyjnych przywódców, ich skąpaną we krwi historie najnowszą, pomimo narzekań torturowanych mnichów i pomimo plam krwi na pekińskich placach i ulicach.. Oświeć nas, o mądry!...

wyjaśniam: jedno i drugie to przypadki z kategorii "draństwo".

Pamiętajcie, ze według tekstu zespół zaprosiła ambasada polska w Pekinie, więc nie komunistyczne Chiny, nie żaden z przywódców, nie reżim... Ambasada! Polacy, którzy tam pracują! Czytajcie ze zrozumieniem! Albo macie tak płytkie i stereotypowe wyobrażenie o Chinach, ze od razu kojarzycie tylko z prześladowaniami cz torturami.

nie pitol...

słuchaj jezeli ci sie nie podoba istebna to nie patrz na nia nie czytaj o niej i sie odwal od nas bo nie wiesz ze my jestesmy dumni z tego ze mozemy tanczyc nasze tance spiewac nasze piosenki i przy tym sie swietnie bawic i zwiedzic swiat a skoro tak piszesz to chyba nawet nie wiesz co mowisz bo nas nie znasz i nie oceniaj ksiazki po okładce Gielson

ale po co sie tym jeszcze chwalić??...

Porównanie boskie-zaproszenie do chin-kradzież...Szacunek za iloraz inteligencji (niewielki jak mniemam)...Poza tym czego się czepiać kogoś, że skorzystał z zaproszenia? Oni nie jechali wspierać komunizmu tylko pokazać kawałek naszej kultury...Poza tym, jak już mówić o wstydzie z odwiedzenia jakiegoś kraju to biedni turyści przyjeżdżający do Polski..powinni wstydzić się odwiedzin w kraju gdzie nie wiadomo, który bliźniak rządzi, a zamiast ludzi potrzebujący wspiera się budowę coraz to większych kościołów...

Dodaj komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w odnośniki, które można kliknąć.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania

Image CAPTCHA
Wpisz znaki widoczne na obrazku.
reklama
reklama